niedziela, 30 marca 2014

Rozdział IV "Maskując uczucia"

  Przez skąpane w słońcu Miami przemknął lekki wietrzyk, który delikatnie poruszył firanki w pokoju Allyson. Brunetka przekręciła się na drugi bok. Nie miała najmniejszej ochoty wstawać z łóżka, ale musiała. Wygramoliła się z pościeli i założyła kapcie. Jak zwykle, zaczęła dzień od zerknięcia w kalendarz. Dzisiejsza data wyróżniała się spośród innych. Była zaznaczona różowym flamastrem, a to oznaczało, że dziś Ally pójdzie na swoją pierwszą randkę od niemal trzech lat. Uśmiechnęła się na tę myśl.
W końcu zaczynam normalnie żyć… I to dzięki Cindy!
   Po porannych czynnościach Ally zjadła śniadanie i wróciła do swojego pokoju. Na krześle obok pianina leżało pieczołowicie poskładane, pachnące ubranie na randkę. Była to koronkowa sukienka z czarnym paskiem. Na podłodze pod krzesłem stała nowiuteńka para butów. Innymi słowy, wszystko było naszykowane na tip-top. I tak właśnie miało być.

*

-Tam mieszka?
-Tak.
-Ale chata…
-No, też bym chciał mieć taką.
-To chyba najładniejsza w Miami!
-Założę się, że ma sześć łazienek!
-Co ty, na pewno z osiem!
-Zawsze się zastanawiałem, po co im tyle pokoi, jak zwykle z nich nie korzystają…

    Przez uchylone okno Austin mógł wyraźnie słyszeć rozmowę dwóch chłopców, którzy właśnie stali pod jego domem.
   Ja też się zawsze zastanawiałem, po co gwiazdom tyle pokoi.
   Westchnął ciężko. Siedział właśnie na kanapie pod kryształowym żyrandolem, otoczony masą złotych figurek i wciąż rozmyślał, po co mu to wszystko. Miał niby to, czego inni ludzie tak pragną –kasa, kasa, kasa… i sława. Kolorowe pisma przedstawiały go dumnie, jakby był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. W rzeczywistości było inaczej. Po co mu wielki plazmowy telewizor, skoro nie może pooglądać na nim horroru z Dezem? Po co mu sauna, skoro nie może z niej usłyszeć narzekania Trish, że nikt nie przyniósł jej magazynu o modzie? Po co mu tyle jego portretów, skoro żaden z nich nie wyszedł spod pędzla Triny? I po co mu taki wielki fortepian, skoro nie może usiąść przy nim z Ally i zatracić się w muzyce?... To był człowiek, który miał wszystko? Tak naprawdę nie miał nic! Nie miał przyjaciół, z którymi mógł dzielić wszystkie sukcesy i porażki. Nie miał miłości… Bez miłości człowiek staje się pusty, zadufany w sobie. Czy właśnie takiego życia chciał? Czy to właśnie dla takiego życia wyjechał z Miami, by „spełniać marzenia”? Gdzieś miał takie życie! Wolałby być tym Austinem, który cieszył się z najmniejszych rzeczy, któremu niepotrzebne były pieniądze i rozgłos. Tworzył muzykę dla zabawy, a nie pod presją świata. Wielki dom zionął pustką. Już kiedyś to poczuł, gdy się obudził i uświadomił sobie, że rzeczywistość, którą przed chwilą widział, była tylko snem. Czasami ten sen się powtarzał i powtórzył się również dzisiaj. Śnił mu się jego dom, ale jakiś taki inny.
   Szedł korytarzem i słyszał dźwięki pianina, które dochodziły z jego sypialni. Gdy otworzył drzwi, ujrzał kobietę grającą na instrumencie i uśmiechającą się do niego promiennie. Korytarzem wbiegła trójka dzieci bawiąca się w berka. Krzyczały wesoło i robiły strasznie dużo hałasu. Mała dziewczynka o blond włosach uwiesiła się jego nogi. Wziął ją na ręce, a ona zaśmiała się perliście i przytuliła go. Druga dziewczynka miała brązowe włosy i usiadła przy pianinie obok tamtej kobiety. Był jeszcze chłopiec –brunet o ciepłym spojrzeniu. Zdawał się być najstarszy z dzieci. Podszedł do blondyna i krzyknął: „Berek!”, po czym dzieci wybuchły śmiechem i wybiegły z pokoju. Austin usiadł przy kobiecie i zaczęli grać wspólnie.
   Później sen się urwał. I za każdym razem urywał się w tym samym momencie. Kim były te rozbrykane dzieci? I dlaczego wyglądały tak znajomo?
   Chciałbym mieć takie dzieci… Były takie beztroskie…
   Myśli o własnych dzieciach wypełniły go ciepłem. Jak cudownie byłoby mieć takie szkraby… Chciałby założyć rodzinę. Czuł się na to gotowy. Ale pragnął, żeby Ally była jego rodziną… A tymczasem ona idzie na randkę z jakimś Zackiem… Dez miał rację, odsunął się od własnych przyjaciół. Odtrącił to życie, za którym teraz tak bardzo tęsknił.
   No cóż, jak się zepsuło, to trzeba naprawić…
   Wstał z kanapy, wziął skórzaną kurtkę i wyszedł.

*

-Dez, naprawdę? Płatki róż? –zaśmiała się Trish, patrząc na podłogę usłaną kwiatami.
-Chciałem, żeby było romantycznie… -wyjaśnił rudy.
   Trish cmoknęła go w policzek.
-I ci się udało! –zachichotała –Jeszcze te pachnące świeczki… Mrr…. –wyszeptała mu do ucha.
   Pocałował ją namiętnie. Chwila ta została przerwana przez dzwonek do drzwi. Stał w nich Austin.
-O. To ty… -mruknął Dez.
-Tak… Przeszkadzam? –spytał zmieszany.
-Po co tu przyszedłeś?
-Chciałem cię przeprosić, stary… Miałeś rację, zachowałem się jak dupek. Nie powinienem zrywać z wami kontaktu. Chciałbym cofnąć czas…
-Chyba dobrze przemyślałeś to co, chcesz powiedzieć.
-Wiesz, ostatnio tylko chodzę po ludziach i przepraszam –zaśmiał się –To między nami okej?
-Stary, jak mógłbym ci nie wybaczyć! W końcu jesteśmy kumplami na zawsze, nie?
-No pewnie! Nie chciałbym, by było inaczej.
-Ja też. Słuchaj, nie obraź się, ale chcieliśmy z Trish pobyć sami…
-Rozumiem –zaśmiał się i wyszedł.

*

Żółte diamenty w świetle
Stoimy razem obok siebie
Mój cień przenika twój
Potrzebujemy tego, by żyć.
Oto, jak się teraz czuję.
Nie mogę się oprzeć, ale muszę odpuścić.

Znaleźliśmy miłość w beznadziejnym miejscu…

   Ally ściszyła radio. Nie miała zamiaru słuchać TEJ piosenki. Za bardzo przypominała jej, gdy ON ją zaśpiewał, a potem powiedział jej… to wszystko. Nie, dość! Nie będzie płakać. Włączyła inną stację.

Po prostu stój tu i patrz, jak płonę
Ale jest w porządku, ponieważ uwielbiam sposób, w jaki to boli
Po prostu stój tu i patrz, jak płaczę
Ale jest w porządku, ponieważ uwielbiam sposób, w jaki kłamiesz

   O, nie. To już ewidentnie był Austin. Kolejna stacja… Reklamy.
   Allyson wyłączyła radio. Dlaczego wszystko tak bardzo jej go przypominało?! Nawet jej ukochana muzyka, do której zawsze uciekała, gdy miała jakiś problem.
   Ale ta fryzura, którą musi stworzyć przed randką jest taka pracochłonna, a ona chciałaby posłuchać muzyki…
  Wiem! Włączę sobie coś po japońsku, nie będę wiedziała, co śpiewają!
   Genialny pomysł (to był sarkazm).
   I tak przesłuchała cały soundtrack z Bleacha.

   W końcu była gotowa. Ledwo włożyła buty, usłyszała dzwonek do drzwi. Zbiegła na dół i otworzyła. Zac wyglądał po prostu świetnie!
-Hej, widzę, że nie marnowałaś dnia –zaśmiał się –Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję, ty też –odpowiedziała. Wzięła torebkę i poszli.
   Zac zaprowadził ją do kina. Może i oklepane, ale w końcu rozmawiali ze sobą tylko z dziesięć minut i jeszcze się nie znali.
   Ally bawiła się świetnie. Chłopak był zabawny i wyluzowany. Dobrze jej się z  nim rozmawiało. Był tym, czego potrzebowała, by nie zamartwiać się Austinem. Wrócili późno pod jej dom, ciągle się śmiejąc.
-Dziękuję ci za cudowny wieczór. Dawno się tak dobrze nie bawiłem –powiedział.
-I wzajemnie! –przyznała brunetka.
   Spojrzała w jego oczy. Były tej samej barwy, co Austina… I były równie głębokie..
Nie! Miałaś o nim nie myśleć! Zapomnij! Zapomnij, tak jak on… zapomniał o tobie…
   Do jej oczu napłynęły łzy.
Nie płacz, nie płacz, nie rozmarz się, nie rozmarz się…
   Zac dotknął jej policzka.
-Hej! Głowa do góry –odparł –Nie płacz, o wiele ładniej wyglądasz, jak się uśmiechasz.
   Dziewczyna wtuliła się w niego.
-Przepraszam… -powiedziała –Po prostu bardzo mi kogoś przypominasz… Kogoś, o kim chciałabym zapomnieć…
A przynajmniej zapomnieć o tym, co nas kiedyś łączyło…
-Rozumiem –oznajmił i ją objął.
   Ally stanęła na palcach i delikatnie pocałowała chłopaka w policzek.
-Jeszcze raz dziękuję za dziś –wyszeptała, patrząc mu w oczy.
-I ja też –uśmiechnął się do niej –Przykro mi, że muszę już iść. Moja młodsza siostra jest sama w domu,  bo babcia mogła zostać z nią tylko do dziewiątej.
-Rozumiem –odparła brunetka i pomachała mu ręką, patrząc jak się oddala.
   Gdy już całkiem zniknął z pola widzenia, Ally zobaczyła najmniej pożądaną osobę na przeciwnej stronie ulicy. Stał tam w szarej bluzie z kapturem i wpatrywał się w nią.
-Długo tu już stoisz? –spytała.
-Ja wiem? Z godzinę, może dwie –wzruszył ramionami.
-Nie mów, że przez ten cały czas tu na mnie czekałeś…
-A co? Nie mam prawa już spytać, jak tam się bawiłaś na randce?
-Było świetnie.
-To się cieszę.
   Stali tak w  milczeniu po obu stronach ulicy, jak po dwóch stronach rwącej rzeki. Każde bało się zrobić ten pierwszy krok w stronę drugiego. To była bardzo niekomfortowa sytuacja. W końcu on zdecydował się przerwać to wszystko.
-Nie będę cię tu trzymał, jeszcze mi zmarzniesz –uśmiechnął się do niej i zaczął się oddalać –Dobranoc, Ally.
-Dobranoc –odpowiedziała, znikając we własnych drzwiach.

 --
Witajcie!
Co do tego Bleach, to przepraszam, ale się nie powstrzymałam, ten soundtrack jest przeepicki *o*
Zamieszczone tu fragmenty piosenek to: “We Found Love” i “Love the way you lie”.
Odnośnie “We Found Love”, posłuchajcie sobie cover’u, który nagrał cudowny Sam Tsui *.*
To tyle :D

~Monia

7 komentarzy: