-Dryń,
dryń!
Po pokoju rozległ się znajomy odgłos.
-Dryń,
dryń!
W końcu z dość dużego łóżka wyszła niska
brunetka, zła, że coś ją obudziło. A raczej ktoś.
-Halo!
–odebrała telefon, tym samym przerywając natarczywy odgłos dzwonka.
-Ally?
–po drugiej stronie rozległ się głos –Obudziłam cię?
-Nie,
no coś ty… -wysyczała brunetka, przecierając oczy.
-Przepraszam…
-speszyła się ta druga osoba –Nie bij…
-Postaram
się –zaśmiała się dziewczyna –Coś chciałaś?
-A,
tylko chciałam ci powiedzieć, że za godzinę mamy być na lotnisku, a ty jeszcze
śpisz –odparła.
Brunetka stuknęła się w czoło.
-Boże!
–zawołała –Na śmierć zapomniałam!
-A
pamiętasz, że miałaś się przedtem spotkać się ze mną i Triną?
-Nie
denerwuj mnie!!
-Spokojnie,
Alluś. Ogarnij się, a jak będziesz gotowa, to puść głuchego, podjedziemy po
ciebie.
-To
na razie.
-No,
pa.
Dziewczyna biegiem pognała do łazienki. Po
jakichś trzydziestu minutach wyszła z niej ubrana, umalowana, uczesana i
odświeżona. Zeszła na dół do kuchni i zjadła bułkę z dżemem. Potem dała znać
koleżankom, by przyjechały. Zrobiły to już po kwadransie. Ally zabrała torebkę
i wsiadła do samochodu.
-Jak
tam, śpiąca królewno? –zapytała rozbawiona Trish.
-Przestań,
to nie była moja wina –powiedziała brunetka –Zapomniałam włączyć budzik, bo
wróciłam strasznie późno z wczorajszego koncertu.
-Bywa
–odparła Trina –Cieszysz się, że wreszcie zobaczysz Austina?
-No
pewnie –odpowiedziała Ally.
-A
to taka przyjacielska radość, czy coś głębszego? –spytała kuzynka Trish i
spojrzała na nią wzrokiem pełnym nadziei. Brunetka westchnęła.
-Trina
–przemówiła –Już wam mówiłam, że nic z tego. On ma swoje życie, ja mam swoje.
Oboje jesteśmy sławni i nie mamy dla siebie czasu. Nawet teraz, gdy
postanowiliśmy być tylko przyjaciółmi, rzadko się widzimy. Taki związek nie
miałby sensu.
-Powiem
ci, co nie ma sensu –odparła Trina –To, że wciąż macie do siebie uczucia, ale
żadne z was nie chce tego przyznać, bo boi się reakcji drugiego.
-Trina…
-Jest
tak, czy nie?!
-Sama
nie wiem… To skomplikowane.
-Ty
jesteś skomplikowana.
I resztę drogi spędziły w milczeniu. W końcu
znalazły się na lotnisku i spotkały tam Deza, który czule przywitał Trish.
Teraz pozostało tylko poczekać, aż tamci się od siebie odkleją i oczywiście
powitać Austina, gdy ten już przybędzie.
A dotarł kwadrans później. Gdy tylko jego
samolot zaczął lądować, Ally pochłonęły myśli. Co, jeśli Trina ma rację? Co,
jeśli ta tęsknota wykracza poza granice przyjaźni? A jeśli nigdy by się nie
rozstali… On nie musiałby wyjeżdżać w tę głupią trasę, a później do LA i nadal
byliby razem… Nie, stop! Już postanowione! On nie ma czasu, ona też. Nie mogą
się z nikim spotykać. Nawet ze sobą… Och, to po co było to wszystko?! Po co on
wtedy wyznał jej miłość, po co była ta cała szopka, skoro oni i tak nie mogą
być razem?!
Z myśli wyrwał ją sam ich sprawca, gdy
wysiadł z samolotu. Poznała go od razu. Pojawił się nagle z tą swoją potarganą
czupryną blond włosów. Nie widzieli go tak długo, bo prawie trzy lata. Zmienił
się. Wydawał się wyższy i jeszcze lepiej zbudowany niż go zapamiętali. Jedno w
nim pozostało takie samo –oczy. Nie uległy zmianie, praktycznie odkąd się
poznali. Właśnie wyszukał ich wzrokiem i obdarzył ciepłym brązowym spojrzeniem.
Szedł tak szybko, że nieomal do nich nie podbiegł. Zaczęły się czułe powitania.
Teraz blondyn przytulił Ally, ale zrobił to trochę zbyt czule. Oboje odczuli
zakłopotanie, a dziewczyna poczuła, jak się rumieni.
-D-dobrze
cię znowu widzieć… -wymamrotała, przerywając niezręczną ciszę.
-I
ciebie też –odparł.
Ku zaskoczeniu brunetki, Austin przytulił ją
ponownie.
-Nawet
nie wiesz, jak bardzo tęskniłem –wyszeptał.
Oczy Ally zaszkliły się. Och, jak bardzo
chciała mu teraz powiedzieć, że ona też nie mogła bez niego wytrzymać, że znów
pragnie, by było jak dawniej. Wiedziała, że chłopak w ten sposób chce jej
przekazać, że czuje to samo.
Oderwali się od siebie. Nagle do grupki
przyjaciół podbiegła jakaś wysoka blondynka. Wyglądała na bardzo czymś
podnieconą. Dosłownie rzuciła się na Austina, uwiesiła się jego szyi i
pocałowała go w policzek. Ciągle chichotała, jak szalona.
-Cześć,
kotku! –zapiszczała blondynowi w ucho. On w odpowiedzi pocałował ją w usta.
Ally oniemiała.
Poczułam
się, jakby ktoś wbijał mi szpilki w serce. Jakże się myliłam…
-To
jest Debby Wood –oznajmił Austin, gdy wreszcie raczył oderwać od niej wargi –I
jest moją dziewczyną.
Gwoździe, to zdecydowanie były gwoździe…
-Debs,
to są: Dez, Trish, Trina i… -nie dokończył blondyn.
-Ally!
Ally Dawson!! –zachichotała „Debs”, wchodząc chłopakowi w słowo.
-Tak,
to ja… -wybełkotała brunetka, która czuła, że wszystko w niej kipi.
Tego bym się po nim nie spodziewała. Rozstał
się ze mną tylko po to, by wyjechać z Miami i migdalić się z jakąś kiczowatą
szmatą… Zachowuje się, jakby połknęła piszczałkę.
Później wszyscy udali się do domu Austina,
gdzie miało odbyć się przyjęcie powitalne. Weszli do salonu, w którym stał
ogromny stół, a nad nim rozwieszona była girlanda z napisem: „Witaj znów!!”. Blondynowi
wyraźnie spodobała się dekoracja. Ally poszła do kuchni, by przynieść tort,
który upiekły z dziewczynami. Gdy wróciła, zobaczyła coś, co jeszcze bardziej
ją wzburzyło. To ona. Ta flądra. Zajęła jej miejsce. Siedziała tam, cała w
skowronkach, a ten plastikowy uśmiech nie schodził jej z twarzy. Co on w niej,
do cholery jasnej, widział?! Austin spojrzał na brunetkę. Ta uśmiechnęła się
smętnie zza tortu. Jednak chłopak nie dał się przekonać. Zbyt dobrze ją znał,
by domyślić się, że coś nie gra. Wstał od stołu pod pretekstem pomocy jej w
pokrojeniu ciasta.
-Co
jest? –spytał szeptem, gdy znalazł się obok niej.
Ally, widząc wychylającą się znad stołu
długą jak u żyrafy szyję Debby, postanowiła nie ryzykować.
-Nic
takiego –odparła beznamiętnie.
-Nie
ściemniaj. Widzę, że coś cię gryzie.
Chyba raczej
ktoś.
-Wszystko
okej –powiedziała.
-Przecież
wiem, że nie.
Ally zawahała się. Nie znosiła przed nim nic
ukrywać, ale co tak właściwie miała mu powiedzieć? Że jego dziewczyna to jakaś
wytapetowana pijawka, a on jest kompletnym idiotą?
Wyciągnął rękę w jej kierunku i założył jej
włosy za ucho. Spojrzała na niego nieśmiało. Wyszczerzył do niej zęby.
-Ally
–przemówił –Strasznie dawno się nie widzieliśmy, pogadaj ze mną. Nie chciałem
wyjeżdżać, ale musiałem. Podpisałem kontrakt… No a potem okazało się, że jadę
jeszcze potem do LA i…
-Musieliśmy
się rozstać.
Zapadła cisza. Te słowa ledwo przeszły jej
przez gardło i miała wrażenie, że za chwilę wybuchnie płaczem. Ale jej oczy
nawet nie zwilgotniały.
-Tak,
to prawda –powiedział w końcu blondyn –I teraz wszystko się zmieniło.
-Nie,
to ty. Ty się zmieniłeś –nie zdołała stłumić smutku i jedna łza spłynęła jej po
policzku. Zauważył to.
-Ludzie
się zmieniają…
-I
po trzech latach zamiast dawnych przyjaciół widzi się gwiazdę popu i
towarzyszącą mu blond piszczałkę.
Powiedziała to. Powiedziała mu to prosto w
twarz. Kolejna łza wypłynęła z jej oka. Blondyn zmarszczył czoło, jakby albo
nie rozumiał, co chciała powiedzieć albo w to nie wierzył. Albo jedno i drugie.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ni stąd, ni zowąd, Debby znów uwiesiła się
jego szyi i zachichotała.
-Przepraszam,
ale chyba już pójdę –oświadczyła Ally, zakładając torebkę na ramię –Trochę źle
się czuję. Cześć –i wyszła.
-Ally,
poczekaj! –krzyknął za nią blondyn i pewnie puściłby się za nią biegiem, gdyby
nie fakt, że Debby ścisnęła go mocniej.
-Pa!!
–zapiszczała do brunetki i roześmiała się histerycznie.
*
Był wieczór. Niebo nad Miami pociemniało,
ale nadal było widno. Jedną z ulic szła dość znana osoba –piosenkarka i
tekściarka, Allyson Dawson. Jednak dzisiejszy dzień był sobotą i większość
mieszkańców bawiła się na dyskotekach i tym podobnych. Brunetka szła w
zamyśleniu, a jej usta zacisnęły się w wąską linię. Była blada jak kreda i
miała nieco rozmazany makijaż i zamglone oczy. Stąpała twardo i dość szybko. W
końcu zatrzymała się przed jakimś domem. W ogródku bawiła się mała czarnowłosa
dziewczynka. Uśmiechnęła się na widok Ally i podbiegła do furtki.
-Li!!
–zawołała. (Tak nazywała brunetkę).
-Cześć,
Twyla –przywitała się dziewczyna, siląc się na uśmiech –Rodzice jeszcze w domu?
-Tak
–odpowiedziała mała i otworzyła dla niej furtkę.
Po chwili znalazły w domu. W salonie
siedział chłopczyk i coś rysował. Nagle w salonie pojawili się rodzice dzieci.
-Och,
Ally! –zawołała ich matka i podeszła do dziewczyny –Jesteś! Ale nie wyglądasz
na zadowoloną… Coś się stało?
-Nie,
tylko Austin wrócił… -wymamrotała.
-To
chyba dobrze?
-Właśnie
chodzi o to, że nie. On się kompletnie zmienił! Chodzi teraz z jakąś lafiryndą,
która nie potrafi nic oprócz chichotania i piszczenia. To nie jest Austin,
którego znam… i w którym byłam zakochana… przez ten cały czas –brunetka
usiłowała powstrzymać płacz, ale nie wyszło.
Dwie łzy potoczyły się jej po policzku.
Spuściła głowę, by to ukryć. Dziewczynka, która cały czas stała w pobliżu,
podbiegła i przytuliła się do niej.
-Nie
płacz, Li –powiedziała –Nie chcę, byś była smutna.
Ally wzięła ją na ręce.
-Stin
cię kocha –oznajmiła dziewczynka–On cię kocha.
-Widzisz,
Alluś –uśmiechnęła się kobieta –Wierz Twyli, bo ma rację. No dobrze, na nas
czas.
-Mamo,
a mogę dziś iść później spać? –poprosił chłopiec.
-Williamie
George’u Clark –przemówiła mama –Mówiłam to już i powtórzę raz jeszcze:
Będziesz mógł chodzić spać po dziewiątej, gdy skończysz dziesięć lat. Do
pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. No, nie męczcie za bardzo Ally, i tak już ma
dość własnych zmartwień. Ja i tata wychodzimy.
Madison pocałowała dzieci w policzek i
chwilę później już jej nie było.
-Co
tam rysujesz? –spytała Allyson, siadając na fotelu obok Willa.
-Ciebie
–odparł i wręczył jej swoje dzieło –Możesz zatrzymać.
-Ojej,
to bardzo miłe –uśmiechnęła się brunetka, oglądając swój portret wykonany przez
siedmiolatka –A gdzie jest Lynn?
-Lysia
jest u siebie –oznajmiła Twyla.
Ally postanowiła ją odwiedzić. Udała się na
górę i zapukała do drzwi.
-To
ja, Ally! –oświadczyła.
-Wejdź!
–rozległ się głos Evelyn. Chwilę później brunetka znalazła się w środku i
usiadła na fotelu obok dziewczynki.
-Co
tam u ciebie? –spytała Ally.
-Wszystko
po staremu –odparła ośmiolatka –Za to ty nie wyglądasz na szczęśliwą.
-Aż
tak to po mnie widać?
-No…
dobra, przyznaję. Trochę podsłuchałam twoją rozmowę z mamą… Chcesz o tym
pogadać?
-Widzę,
że ty chcesz tego bardziej ode mnie –zaśmiała się dziewczyna.
-Mówiłam
ci, że jak dorosnę, zostanę psycholem.
-Chyba
psychologiem… -sprostowała Allyson, powstrzymując śmiech.
-No
przecież mówię… W każdym razie, według mnie powinnaś pokazać mu, co traci.
Niech wie, że coś jest z nim nie tak.
-Wiesz,
próbowałam mu to powiedzieć… Ale chyba mnie nie zrozumiał.
-Bo
oślepł bez ciebie w tym LA. Nie mógł bez ciebie żyć, więc znalazł sobie taką,
która w żaden sposób cię nie przypomina i dzięki niej mógł przestać myśleć o
tym, jak bardzo za tobą tęskni.
-…Tak
uważasz?
-Ja
to wiem.
-Nie
myślałam o tym w ten sposób… To dlaczego, w takim razie, całował się z nią tuż
przed moim nosem?
-No
bo ta cała Debby jest strasznie niedowartościowana i musiał zrobić coś, co
podtrzyma ich „związek” –oznajmiła, wykonując cudzysłów w powietrzu.
-A
skąd ty wiesz, że ma na imię Debby?
-Pisali
o niej w Spadających Gwizdach.
-Chyba…
Spadających GWIAZDACH...
-No przecież mówię… Proszę, tu jest ten artykuł –podała
brunetce kolorowe czasopismo.
Allyson
przeleciała spojrzeniem zdjęcia kilku gwiazd, aż wśród nich znalazła Austina.
Brunetka odłożyła magazyn i skrzywiła się.
-Kto
by pomyślał, że tak cierpiał? Nawet do mnie nie pisał!!
-Może
nie miał czasu…
-Gdyby
rzeczywiście umierał, znalazłby sekundę na zwykłe „cześć”.
-No
w sumie…
-I
jeszcze to, że Debby jest Aniołem! Szczyt wszystkiego!
-Ally…
-Tak?
-Czy
ty… czy tobie wciąż na nim zależy?
-Dzisiaj
przestało.
-Może
dasz mu szansę?
-Jeśli
się do mnie pofatyguje, to tak. Ja sama do niego nie pójdę, bo i tak nic nie
załatwię, gdy ta pijawka będzie wisiała mu na szyi.
-Naprawdę
wcześniej o niej nie wiedziałaś? Nie czytałaś tego artykułu?
-Wiesz,
mam uraz do takich gazet po historii z Flirciarzem z Miami…
-O
czym ty mówisz?
Resztę wieczoru Ally spędziła na opowiadaniu
Lynn swoich przypadków z okresu dojrzewania.


świetny czekam na nexta
OdpowiedzUsuńSuper! ;3 Zapowiada się ciekawie.. szkoda, że się rozstali ;(
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;3
Jak to ? czemu już nie są razem , ja się pytam .O boże jestem załamana :((
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to jest cudowny i mam pytanie : kiedy next ?
Jeśli masz czas i ochotę to zapraszam na mojego nowego bloga
http://laura-i-r5-i-hate-you.blogspot.com
Hehe, spokojnie :D
UsuńŻeby być razem, najpierw trzeba być osobno, hę? :D
No i mam nowy pomysł, jak ich połączyć ^^
Hm... Next raczej w przyszłym tygodniu :)
Okej, zajrzę ;)
Cudowny
OdpowiedzUsuńPrzez te kilka lat troche się zmienilo.
Jestem ciekawa jak dalej potocza się ich losy
Nie moge się doczekać next'a <3
~Anna Luiza (dawniej AnonimeAnime) ;)